Axi online

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Relacje Zawody MTB Marathon 2008 - Szczawnica

MTB Marathon 2008 - Szczawnica

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
szczawnica
na trasie

Wyjątkowo nie chciało mi się jechać na ten maraton. Sesja oraz praktyki spowodowały, że w miesiącu poprzedzającym zawody praktycznie nie jeździłem. Na dodatek dzień przed maratonem za oknem od rana wisiała ściana wody. Wpisowe już jednak zapłaciłem, transport był umówiony, więc trzeba było się zebrać w sobie, spakować i pojechać.

Już na dzień dobry zaczęło się średnio – pomyliłem się o godzinę przy nastawianiu budzika i niemal zaspałem na zbiórkę. Ekspresowe tempo i 5min. po umówionym czasie byłem gotowy (może następnym razem też nastawić budzik później…? Mrugnięcie ). Wkrótce w składzie Robert, Szeryf, Stanisław i ja wyruszamy „zakopianką” na południe. Jest ponuro, mgliście i pada – jednym słowem aż chce się startować Mrugnięcie.

Na miejscu wcale nie lepiej, niedługo po naszym przyjeździe deszcz przechodzi w ulewę. Na start GIGA opad na chwilę ustaje by po krótkiej chwili uderzyć ze wzmożoną siłą.

Dylematy w co się ubrać. Z jednej strony leje, z drugiej jest całkiem ciepło. Decyduję się jechać w krótkich spodenkach, zwłaszcza, że Szeryf użycza mi swojego BORN WarmingUp. Na górę jednak biorę bluzę.

Późno, bo koło 10:49 odjeżdżam od auta. Mam nadzieję, że tym razem będę sektory i będą jeszcze otwarte. W drodze na start stwierdzam, że w tej ilości wody hamulce coś niezbyt działają. Podkręcam baryłki przy klamkach hamulcowych.
Sektor jest . Stoi w błocie, ale jest! Bez nerwów się ustawiam. W oczekiwaniu na start stwierdzam, że potówka pod bluzą to za dużo.

Start. Stromy wyjazd z rejonu wyciągu i już jedziemy główną drogą. W peletonie w miarę spokojna atmosfera – z profilu wynikało, że będziemy mieć 12km pod górę. Po paru minutach kończą się zabudowania i jedziemy już w górę lasem. W miejsce asfaltu i kostki pojawia się szuter. Miejscami jedziemy po ułożonych kamieniach – wyjątkowo niekomfortowa nawierzchnia do jazdy rowerem. Nagle czuję, że manetki i klamki dziwnie przekręciły mi się do góry. Cholera, sabotaż, kierownica kręci się w mostku! Dobrze że zauważam to przed zjazdami. Jak mogłem nie zauważyć? - przecież jedna śruba ewidentnie wystaje. A jeszcze tydzień wcześniej w Lasku wszystko było w porządku. Zatrzymuję się i dokręcam. W międzyczasie jestem wyprzedzany. Ktoś Pirx krzyczy, że chyba coś nie tak, skoro mnie dogonił.

Jadę dalej, staram się trochę nadgonić, ale za wiele to nie daje. Krótki zjazd i stwierdzam, że hamulce są zdecydowanie za twardo - trzeba było nie ruszać. Po chwili znów pod górę, ale już tylko 1km. I ponownie szerokimi błotnistymi drogami w dół. Pythony na które Robert przed startem patrzył ze sporym niedowierzaniem trzymają się nadwyraz dobrze. Zjazd mija mi szybko i następuje kolejna wspinaczka. Dopiero w domu na wykresie zobaczyłem, że tego zjazdu były aż 2km. Miałem wrażenie, że najwyżej pareset metrów, a generalnie to że ciągle wspinamy się pod górę. Gdy robi się lekko w dół czuję, że nie przejadę maratonu bez wizyty w krzakach, żeby się więc nie męczyć od razu w takowe zbaczam Mrugnięcie. Gdy ruszam dogania mnie Robert. W Bardzie i Głuszycy był kilkanaście minut za mną na mecie. Albo on dziś jedzie szybko, albo ja wolno. Na zjazdach go złapałem.

szczawnica
zjazd z Wielkiego Rogacza, niektórzy chceli za szybko zjechać ;) (fot. mtbmarathon.com)

Zaczęła się wspinaczka na najwyższy punkt trasy 1160m n.p.m., trochę poniżej szczytu Wielkiego Rogacza. Kolejne 9,5km podjazdu. Na zmianę z Robertem staramy się rozkręcać tempo, żaden jednak nie odpuszcza, ale za to wyprzedzamy trochę innych zawodników. W międzyczasie myślę sobie, że mógłby ten rogacz być trochę mniejszy Mrugnięcie. Wreszcie w koniec podjazdu, a jak się wyjechało, to trzeba i zjechać. Też trochę się tasujemy.

Widząc szybko upływający czas a wolno ubywające km i nauczony doświadczeniem zeszłorocznej Istebnej postanawiam zatrzymać się na drugim bufecie i na wszelki wypadek wziąć trochę bananów. Robert bufet ominął i zaczął ucieczkę Mrugnięcie. Za bufetem wjechaliśmy na szutrową drogę.

Na nastromieniu Justyna, Mery i Agnieszka dopingują do mocniejszego depnięcia w pedały – dzięki temu udaje się podjechać. Za chwilę widać wijące się serpentyny. Już wiem, że to podjazd z którego widziałem zdjęcie przed zawodami. Ale i tak nie wiem jak jest długi. Obrót za obrotem przepycham korby. Jest naprawdę ciężko. Z mozołem mijam kolejne zakręty. Mijam Roberta i doganiam Bulego (bikeholicy) - skarży się na problemy z napędem. W domu sprawdzam parametry tego podjazdu (pod Durbaszkę) – 3km o średnim nastromieniu 11,1%, i to po szutrze. Czas podjeżdżania 27:20, średnia prędkość 6,6km/h.

szczawnica
przejazd przez Grajcarek (fot. Justyna Frączek)

Jako wynagrodzenie trudów podjazdu najpiękniejsza część trasy. Szybki zjazd łąkami z widokiem na Tatry. Gdyby nie chmury to zapewne ciężko byłoby się skupić na zjeździe.
Wszystko co dobre szybko się kończy, i z łąki wpadłem w błotnisty wąwóz. Tutaj błoto było wybitnie zalepiające i te 300 metrów musiałem rower sprowadzić. Dalej jeszcze kawałek po łące niemal na przełaj i następnie zjazd strumieniem (szlakiem rowerowym!).

Na koniec zostało dojechać do mety. Organizator nie chciał (albo nie mógł) puścić maratończyków drogą, więc zwiedzamy okoliczne chaszcze. Niestety mokre kamienie są nie do podjechania. Na koniec przejazd przez Grajcarek i meta. Czas 3:32:03. W kolejce do mycia rowerów z niedowierzaniem słyszę, że zwycięzca miał w okolicach 2,5h (02:37:01) – czuję się znokautowany.

Komentarze

avatar Pirx
Ten co krzyczał to ja byłem :) Rzeczywiście, Ty zwykle jeździłeś ode mnie znacznie lepiej i fakt dogonienia Cię na trasie musiał wynikać z kontuzji albo defektu.
avatar Axi
Dzięki za ujawnienie się :) .
Zwykle, nie znaczy zawsze. W Szczawnicy raczej słabo pojechałem, niezależnie od tego defektu na początku.
Zaloguj się, aby móc pisać komentarze i odpowiedzi.
 

Menu

Przeglądających

Naszą witrynę przegląda teraz 17 gości 

Polecane strony

KSPO

rowerowanie.pl

MTB Marathon

BikeChallenge

MTB Trophy