Axi online

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Relacje Zawody MTB Marathon 2007 - Karpacz

MTB Marathon 2007 - Karpacz

(9 głosów, średnia ocena 4.44 na 5)
Image
Profil trasy maratonu

Piękne widoki, ciężka, ale prawdziwie maratonowa górska trasa i chłód...  to za pewne to co każdy zapamiętał z tego maratonu. Dla mnie jednak zmagania z tym maratonem (choć odbywał się dopiero we wtorek) zaczęły się już w piątek...

 

Po przejażdżce po Lasku okazało się, że amortyzator nie trzyma powietrza – i to przed górskim maratonem! W sobotę nerwowe telefony po sklepach, a potem popołudnie u Mikiego i zakładanie nowych uszczelek (thx Miki).

 

W niedzielę jeszcze serwis obu piast, wymiana linek (zemściło się na maratonie), czyszczenie napędu... no i na jazdę zabrakło już czasu.

W poniedziałek chwilę po południu wraz z ekipą rowerowania wyruszamy na miejsce.

Ośrodek w którym śpimy jest tuż obok stadionu sportowego, gdzie znajduje się biuro zawodów – ekstra Smile. Tylko dlaczego w tym Karpaczu tak zimno? Frown

Wtorek – dzień maratonu. Śniadanie ciężko wchodzi, ale udało się je „wcisnąć” i można bez strachu o paliwo iść na start na zawody Wink. Tu wynikł jak dla mnie pierwszy z dwóch zgrzytów tego maratonu – jak już się udało załapać na II sektor, to nagle okazało się, że organizator zaczął źle ustawiać uczestników i nie było za bardzo gdzie się ustawić.

A potem drugi zgrzyt – start opóźniony o 20min. – i to przy tak niskiej temperaturze. Gdy wreszcie ruszyliśmy mocno już wychłodzony ociężale piąłem się przez Karpacz.

„Ależ ten czub ma tempo”... pomału wyprzedzają mnie też znajomi: Miki, Szary, Lesław, Krzysiek, Aga,...

Wreszcie koniec podjazdu i pierwszy zjazd. Szybko kończy się asfalt i zaczyna górska droga. W tłoku zupełnie odbiera mi prędkość i pewność siebie. Wyprzedzając Mikiego o mało nie wywracam się w kopnym piasku na zakręcie.

...

Podjazd drogą sudecką... staram się nie zgubić Krzyśka. Miki tylko śmignął jak odrzutowiec. Bufet... „czy to już koniec podjazdu?”. Nie, znów do góry – pod dwa mosty. My chyba do nieba tą drogą dojedziemy... tylko dlaczego przez piekło tego podjazdu?

Wreszcie są – pierwszy i drugi most – najwyższy punkt trasy 898m n.p.m.

Czas na zjazd. Trzęsie jak cholera. Widzę z przodu Krzyśka – uciekł w końcówce podjazdu, ale coś wolno zjeżdża. Jak później stwierdza, miał problemy z okiełznaniem roweru na tej kamienistej drodze.

...

Dalej było lekko w górę, lekko w dół... Bardzo ładny kawałek wzdłuż jakiegoś zalewu/jeziora?

...

Najcięższy – sześciokilometrowy podjazd czekał przed rozjazdem mega/giga. Szczególnie w pamięć zapadał początkowy odcinek 1,7km o średnim nastromieniu 11%.

Na rozjeździe oczywiście zjeżdżam w stronę mety, drugie kółko na razie jest poza moim zasięgiem.

Kawałek dalej najfajniejszy (bo najtrudniejszy na trasie) zjazd. No i nie ma już tylu rowerzystów wokół – jedynie dublowani zawodnicy z dystansu mini brzegiem sprowadzają rowery bojąc się jechać. Szkoda że zmęczone nogi utrudniają już szybką jazdę w dół.

Zjechaliśmy między budynki – „meta musi być blisko”. Niestety droga coraz bardziej się wspina, by przejść z asfaltowej w terenową.

Kilka zjazdów i jest Karpacz. Lekki podjazd i META. Jak się okazuje na drugi dzień zająłem solidne, 72. miejsce open i 48 w swojej kategorii wiekowej. Jak na pierwszy w tym roku górski maraton i początek sezonu uważam, że całkiem nieźle Smile.

Komentarze

Zaloguj się, aby móc pisać komentarze i odpowiedzi.
 

Menu

Przeglądających

Naszą witrynę przegląda teraz 24 gości 

Polecane strony

KSPO

rowerowanie.pl

MTB Marathon

BikeChallenge

MTB Trophy